Związek Polskich Artystów Plastyków

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Okręg Szczeciński AF 2

E-mail Print PDF
There are no translations available.

XXV FPMW – eksperymenty z tradycją i twórcze odkrywanie „znanego”

natalia RYBKA KATOWICE Natalia Rybka ZANURZANIE 110x140 ol pł 2016

Zdobywczyni Grand Prix XXV FPMW: Natalia Rybka, Katowice, Zaniużenie, 2016

Jury jubileuszowego XXV Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego miało jesienią 2016 roku trudne zadanie: spośród nadesłanych 1155 prac 295 autorów wybrało niespełna dwieście. Festiwal to równocześnie konkurs i przegląd, wybór oscylował więc między tym, co jury uznało za szczególnie interesujące, a tym, co okazało się być „reprezentatywnym” dla wielu nurtów współczesnego malarstwa.

Szczecińska impreza ma dwa podstawowe atuty: jest największym przeglądem malarstwa w Polsce i – zgodnie z intencją twórców festiwalu – miejscem spotkań różnych form wypowiedzi, stylów, różnych poglądów na malarstwo twórców tak młodych, jak i dojrzałych. Oczywiście festiwal przeżywał również swoje trudne momenty. Zwłaszcza na początku lat 90., kiedy niestety słuchano głosu tych, którzy wieszczyli kres malarstwa sztalugowego, głosili, że „wszystko już zostało namalowane” i oto zaczyna się nowa era; era instalacji, multimediów, quasi-teatru. Dwie kolejne edycje festiwalu się nie odbyły. Konfrontacja z próżnią, w której znalazły się także różnego rodzaju „niemalarskie” formy ekspresji, okazała się uzdrawiająca. Trawestując Krishnamurtiego, można by powiedzieć, że „wolność od znanego” nie oznacza wcale wolności artystycznej, lecz niewolę przypadku, chaosu i dowolności, także od „znanych” systemów wartości, również artystycznych. Próba uczynienia z malarstwa dziedziny zamkniętej, historycznej zakończyła się niepowodzeniem.

Pomysł stworzenia festiwalu zrodził się w środowisku artystycznym związanym ze znanym szczecińskim klubem „13 Muz”, gdzie spotykała się lokalna inteligencja twórcza, w tym literaci, dziennikarze i artyści. Dość powszechnie ideę przypisuje się malarzowi Ziemowitowi Szumanowi. Inni wskazują „autora zbiorowego”. Festiwal był także efektem swoistej burzy mózgów, w której uczestniczyło środowisko młodych malarzy, w tym głównie z grona absolwentów „szkoły sopockiej”. Już pierwszy Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie okazał się sukcesem. Wzięła w nim udział czołówka ówczesnych twórców, z Alfredem Lenicą. Eugeniuszem Geppertem, Hanną Rudzką-Cybis, Wacławem Taranczewskim, Stanisławem Teisseyrem czy Jonaszem Sternem na czele. Ale był także Jerzy Nowosielski, Jerzy Rosołowicz, Erna Rosenstein czy Józef Hałas. Grand Prix otrzymał Alfred Lenica. Kolejne festiwale potwierdziły trafność idei otwartego przeglądu. Imprezę zaakceptowali tak artyści, jak i publiczność. Nazwiska uczestników mówią same za siebie: Jerzy Nowosielski, Czesław Rzepiński, Tadeusz Dominik, Marian Bogusz, Stanisław Borysowski, Stefan Gierowski, Eugeniusz Markowski. We wstępie do katalogu II FPMW Janusz Bogucki z dumą pisał, że wzrósł w polskiej sztuce „malarski wskaźnik niepodległości”. Grand Prix na II festiwalu przyznano Eugeniuszowi Geppertowi, konsekwentnemu, choć dość oryginalnemu koloryście, odpornemu na pokusy nowych prądów, idącego własną drogą. Z roku na rok przybywało publiczności. W 1964 roku festiwal obejrzało około 65 tys. osób, dwa lata później już 80 tys., w roku 1970 liczba przekroczyła 100 tysięcy. W V FPMW uczestniczyło 233 autorów. Laureatem został wówczas Kazimierz Ostrowski, uczeń między innymi Fernanda Legera.

Od samego początku festiwal przyciągał młodych twórców, ale prawdziwy atak młodych na sale wystawowe w Szczecinie nastąpił w latach siedemdziesiątych. W 1976 roku ponad 100 uczestników stanowili świeżo upieczeni absolwenci. Wówczas to jury pod przewodnictwem Tadeusza Brzozowskiego przyznało Grand Prix absolwentce PWSSP w Poznaniu Izabeli Gustowskiej. Dwa lata później nagrodę Grand Prix zdobył Ryszard Kiełtyka ze szczecińskiej grupy Brama, który na wcześniejszym festiwalu otrzymał nagrodę publicystów i nagrodę publiczności.

Piętno stanu wojennego widoczne było w kolejnych konkursach, w których rolę organizatora formalnie przejął – po zdelegalizowanym ZPAP – Związek Polskich Malarzy i Grafików. W 1982 roku w festiwalu udział wzięło zaledwie 55 artystów. Podobnie w następnych latach. Smutek (na szczęście z odrobiną nadziei) tamtych festiwali dość dobrze oddaje jeden z obrazów Zbigniewa Nitki z Łodzi pt. Świt. Ta tempera o wymiarach 50x70 cm przedstawia białego orła unoszącego się z rozłożonymi szeroko skrzydłami na tle ciemnego nieba. Z szyi ptaka swobodnie zwisa urwany sznurek.

Kolejny przełom to rok 1990 i XV edycja festiwalu z hasłem przewodnim zwiastującym złe czasy – Rozdroża malarstwa. Na koncepcję tej edycji spory wpływ miał Lech Karwowski, zwolennik rozszerzenia formuły festiwalu i wprowadzenia nań nowych mediów i instalacji. W szczecińskich salach wystawowych pojawiło się więc sporo form przestrzennych i obrazy anektujące przestrzeń wcześniej zarezerwowaną wyłącznie dla publiczności. Niestety, formuła ta niezbyt dobrze przysłużyła się Festiwalowi. Do „owczarni zaproszono wilka”; dyskusja o przyszłości malarstwa na forum festiwalowym okazała się zabójcza. Skłóciła też środowisko. Instytucje wspierające i finansujące nie były skore do wydawania pieniędzy. Tymczasem nadal trwała debata nad domniemaną „śmiercią malarstwa”.

Festiwal powrócił w 1996 roku. Determinacją w przywróceniu wykazali się ówcześni członkowie nowego zarządu Okręgu Szczecińskiego ZPAP, Andrzej Tomczak, Ryszard Kiełtyka, Erazm Kalwaryjski, oraz komisarze XVI FPMW Jan Szewczyk i Barbara Warzeńska, która skutecznie bez państwowych dotacji zdobywała fundusze z różnych źródeł na jego realizację.We wstępie do katalogu festiwalu Stanisław Tabisz przytoczył pogląd Marii Rzepińskiej przestrzegający przed grzechem sztuki XX wieku – „tyranią wynalazczości”, czego konsekwencją jest dezintegracja stylistyczna i unifikacja, prowadzące do „zacierania twarzy”, cech niepowtarzalnych. XVIII FPMW otworzył serię trzech kolejnych prezentacji, których kuratorem był Jarosław Eysymont. O ile pierwszy z tych festiwali, w roku 2000, nie miał wyraźnego profilu, czego jak się wydaje wyrazem była zupełnie biała okładka katalogu, z jedynie wytłoczonym logo prezentacji, o tyle dwa kolejne festiwale opatrzone zostały hasłami tyleż ogólnymi i pojemnymi, co nawiązującymi do innych wielkich przeglądów sztuki. Festiwale „na zadany temat” niewiele jednak na szczęście różniły się od wcześniejszych. XIX FPMW nosił nagłówek Obrazowanie, zaś jubileuszowy XX – Configuracja. Zapachniało trochę Kassel, Wenecją, a może i Berlinem. Kluczem do tych przeglądów był, jak się wydaje również, sposób wyboru prac: dokonały go bowiem galerie, a także krytycy.

Organizatorzy XXV FPMW Barbara Warzeńska i Ryszard Kiełtyka po raz trzeci musieli udźwignąć ciężar organizacji tej największej prezentacji malarstwa w Polsce. Jury przewodniczył reżyser, malarz, krytyk sztuki Lech Majewski, znany między innymi z filmowych interpretacji klasyki malarstwa. Swoisty konserwatyzm reżysera filmowego, dla którego ważne są takie kategorie jak: komunikatywne i opowiedziane, równoważyć mógł artystyczny światopogląd innego członka jury, Andrzeja Gieragi, dla którego jedynym konkretem rozpoznawalnym jest sam materialny obraz, reszta to czyste malarstwo. Czy to się udało? Jedno jest pewne – w trakcie dyskusji w składzie jury musiało iskrzyć.

Przyrodnicze fotomalarstwo Natalii Rybki (Grand Prix), przy całym swoim konserwatyzmie warsztatowym, robiło jednak spore wrażenie w salach wystawowych zdominowanych przez sztukę „standardowo” współczesną.Nieco podobne, tyle że „mineralne pejzaże” stworzyła inna uczestniczka festiwalu – Izabela Kita (Z cyklu Kamień na kamieniu). Swoją hipnotyczną mocą przykuwał uwagę publiczności obraz Agaty Wolniewicz pt. Portret osobowości – Alicja (nagroda kwartalnika artystycznego „Format”). To z pewnością jedna z ciekawszych prac festiwalu. Zadziwiające, że wyszła spod pędzla artystki, która malarstwem zajmuje się zaledwie od dwóch lat.

Dziś nie ma sensu bronić malarstwa. Można by powiedzieć inaczej. Bronić należy raczej tych niemalarskich, jawnie publicystycznych a niekiedy rutynowo „wywrotowych” i „mulimedialnych” form wypowiedzi. To one przeżywają kryzys braku zainteresowania, deficyt emocji mimo ekstremizmów, jakimi się posługują.

Roman Ciepliński

 

Copyright Law Agency

Calendar

February 2023
S M T W T F S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 1 2 3 4

Stats

OS : Linux d
PHP : 5.4.45
MySQL : 5.5.5-10.3.38-MariaDB-log
Time : 03:27
Caching : Disabled
GZIP : Disabled
Members : 7
Content : 1509
Web Links : 75
Content View Hits : 18218987

Bądź na bieżąco!