Związek Polskich Artystów Plastyków

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start ArsForum 1/2017 Początki ZPAP we wspomnieniach pierwszego prezesa Leona Kowalskiego

Początki ZPAP we wspomnieniach pierwszego prezesa Leona Kowalskiego

Email Drukuj PDF

początki ZPAP

 

Konkurencja, wzrost liczby malarzy, trudności walki z przeciwnościami różnego rodzaju, utrudniały i rozwój, i możność pracy. Wielu artystom, którzy nie posiadali posady,
ani majątku, trudno było, jak zresztą i jest, o miejsce na jakiejś wystawce, a tem samem dać się poznać szerszej publiczności i znaleźć jakieś uznanie lub zarobek. Niezaradność artystów, życiowe niewyrobienie, mimo czasem wybitnego talentu stwarzało często sytuacje bez wyjścia. Zaczęła się zakradać jakaś nieufność w dusze artystyczne...

W Krakowie nie było miejsca – oprócz Pałacu Sztuki – gdzie by głowę mógł przychylić malarz. Ci zdystansowali zobaczyli zatym, że jak się nie będą bronić, mogą tłumnie
odbyć podróż bezsławnie ad partes z powodu głodu.

Wystawiać nie było gdzie; sytuacja była nie do zniesienia i... przyszłości żadnej. Co robić? Należało temu położyć kres (...) Z początku kilku, a potem kilkunastu, postanowiliśmy powołać wiec powszechny artystów krakowskich, aby pomyśleć o nowożytnem ustosunkowaniu się do wypadków życia.

Więc w dniu 15 stycznia 1911 w kole Literackim, na placu Szczepańskim, zebrał się na wezwanie podpisanego (Leona Kowalskiego) wiec olbrzymi, który doprowadził do założenia „Związku art. Plastyków” mającego charakter ekonomiczny.

W referacie Leon Kowalski rzucił myśl założenia takiego związku artystów, aby w potrzebie mieć ostoję dla niezrzeszonej rzeszy (...) malarzy i rzeźbiarzy, którzy w ciężkiej chwili mieliby oparcie i samopomoc (...) i które posiadało duży kapitał. Musiała być stworzona stała wystawa sprzedaży dzieł sztuki, dostępna dla wszystkich bez wyjątku, gdyż poszczególne stowarzyszenia związane statutami nie dopuszczały większej ilości artystów... Związek tez miał posiadać swojego syndyka, musiał zebrać kapitał zabezpieczający starość i opiekę w razie choroby swych członków. Dalszym projektem poddanym przez Samlickiego było ujęcie przemysłu artystycznego, urządzenie artystycznej spółki wydawniczej dla wyzwolenia go z rąk przedsiębiorców zagranicznych, następnie projektowanie i wydawanie obrazków świętych i pocztówek, jak również urządzenie sklepu tanich materiałów malarskich. Projekty posypały się jak z rogu obfitości. Związek zaczął swoje istnienie. Postanowiono
urządzenie pierwszej wystawy na pl. św. Ducha w budzie po dyoramie Popiela i Rozwadowskiego.


Otwarcie wystawy odbyło się z całą uroczystością. Buda nie mogła pomieścić tłumu publiczności. Ówczesny prezydent Leo zaproponował Kowalskiemu budowę jeszcze jednego budynku na wystawę (...), ale niestety do tego nie doszło.


(...) do (...) „Niezależnych” należeli prawie wszyscy malarze krakowscy, począwszy od Malczewskiego, Aksentowicza, Weissa, Kamockiego, Karpińskiego, Żelechowskiego, Tetmajera, aż do Radzikowskiego i Tytusa Czyżewskiego...


Wł. Tetmajer (...) napisał wstęp do katalogu wystawy „Niezależnych”. Sentencje, które napisał, godne są wspomnienia jako pełne temperamentu i myśli ciekawych. Pisze
on między innymi: „Sztuka jest z natury rzeczy zawodem dającym swoim sługom zupełną niezawisłość myśli. Niezawisły od urzędów, rang, opinij, niezawisły od nikogo i niczego: artysta jest prawdziwie wolnym duchem, tak, jak jego myśli. Nie powinien też być zawisłym od sądów i krytyk, ale tylko od artystycznego sumienia”. Pod tym hasłem artystycznym wystawę urządzono istotnie.


Wystawa „Niezależnych” udała się znakomicie i dała podłoże „Związkowi”.


Po raz pierwszy wszyscy plastycy, ale to literalnie wszyscy poza malusieńkimi wyjątkami, byli reprezentowani na tej wyjątkowej i dziwnej wystawie.


Były jakieś jednak nieprzychylne czynniki (pewnie jacyś „zależni”), którzy grozili zamachem na „Niezależnych”, więc ci ostatni obawiając się podpalenia lub innej napaści, wynajęli strażaka, który po nocach pilnował budynku. Złe siły nie drzemią jednak – strażaka w nocy uderzono kamieniem i wybito mu... oko!


Ówczesny naczelnik straży ogniowej Nowotny kategorycznie oparł się wspierać swojemi podwładnymi „niezależną sztukę”, słusznie twierdząc, że „nie ma na zabicie i kalectwo ludzi...”

Kupiliśmy aparat gaśniczy i zwróciliśmy się do szefa policji, aby dał nam policjanta, co też uczynił, biorąc od nas 2 korony na noc... Sami całą noc chodziliśmy kontrolować
owego stróża.

Z takim to trudem zdobywa się niezależność w sztuce – tak samo jak w życiu.


Przyszła wojna, rozwiała po świecie jak te jesienne liście malarzy. Nie było ani miejsca, ani czasu na zawiązywanie jakiś ideowych towarzystw. „Związek” robił to, co inni – miał swoją kooperatywę, więc podeszwy, zelówki, słoninę, gdzieś chowali beczkę spirytusu...Nawet ci, co nigdy do Związku nie należeli i uważali tę instytucję za „głupstwo nieużyteczne”, nie mogli tego powiedzieć o prawdziwej bawolej skórze lub maśle i słoninie…

Pokazało się w wielu wypadkach, co znaczy taka organizacja jak „Związek” (...)

Kilka razy zmieniał się charakter „Związku”, oczywiście za zmianą nowych wydziałów i nowych temperamentów. „Związek” stał się ostoją życia artystów. Jakieby nie były zewnętrzne tarcia, zawsze w nim jeden cel był przestrzegany: praca dla ogółu w tej jedynej w całej Polsce „stacji ratunkowej artystów”.

 

Tekst opracowany na podstawie wspomnień Leona Kowalskiego spisanych z okazji dwudziesto- oraz dwudziestopięciolecia ZPAP, zawartych w opracowaniu Leon Kowalski, Artysta, malarz, grafik, Kraków 1937.

Czasopismo ArsForum zostało dofinansowane z funduszu:

mkidn 01 cmyk

 

Kalendarz

luty 2017
N P W Ś C Pt S
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 1 2 3 4

Statystyka

Odsłon : 14694323

Bądź na bieżąco!